Nie pamiętam, ile czasu już tu spędziłem. Tak naprawdę to nie ma większego znaczenia, przecież muszę tu zostać przez resztę życia.
Właśnie, życia. Co to za życie, kiedy siedzisz zamknięty w ciasnej, wilgotnej celi, której ściany zrobiono z czarnego kamienia, a powietrze śmierdzi rozkładem. Oczywiście nie to jest najgorsze. Skoro jest więzienie, muszą być też strażnicy. Te paskudne kreatury, wysysające dusze przemierzają korytarze, roztaczając aurę goryczy i śmierci. Wielu już dawno się poddało, prawdopodobnie jestem jedynym, który jeszcze jakoś utrzymuje swoje zdrowie psychiczne na granicy szaleństwa. Przez jedną myśl. Jestem niewinny.
Towarzyszy mi ona od początku mojego pobytu. Od samego początku.
Jak się tu znalazłem? Jak młody chłopak, który jeszcze nie tak dawno chodził do szkoły, mógł trafić do więzienia dla czarodziejów, którzy popełnili najcięższe przestępstwa?
Skazano mnie za „zamordowanie Petera Pettigrew i dwunastu mugoli, podanie informacji o miejscu, w którym znajdują się Lily i James Potterowie, co przyczyniło się do ich śmierci, oraz usługiwanie Lordowi Voldemortowi.”. Bez żadnej rozprawy, niczego. Prosto do Azkabanu.
Rzecz jasna, jak już wspominałem, jestem niewinny. Czy mógłbym popełnić morderstwo, zdradzić najlepszych przyjaciół albo pomagać komuś, kogo nienawidzę z całego serca? Według cholernego Departamentu Przestrzegania Prawa, owszem.
Glizdogon, ten wiarołomca. To on wszystko zaplanował. Upozorował śmierć, zabił tamtych ludzi, wyjawił sekret Potterów... Parszywy szczur.
Jestem niewinny. Prawdopodobnie te dwa słowa stały się bardziej moją obsesją niż szczęśliwą myślą. Obsesją niepozwalającą śmierci mnie dosięgnąć.
I pomyśleć, że ta ponura rzeczywistość, z którą od dawna się zmagam, kiedyś była nie do pomyślenia.
Pochodzę ze Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków, urodziłem się jako syn Oriona i Walburgi Black, mam młodszego brata, Regulusa. Cała moja rodzina od lat stoi po stronie Voldemorta, potężnego czarnoksiężnika.
Kiedy miałem jedenaście lat, przysłano list ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie informujący o tym, że zostałem do niej przyjęty. Już mojego pierwszego dnia w szkole rodzice się rozczarowali – Tiara Przydziału umieściła mnie w Gryffindorze, a nie w Slytherinie, tak jak wszystkich członków rodziny od wielu pokoleń. Niekoniecznie się tym przejąłem, nawet podobało mi się takie odseparowanie od krewnych; szczerze mówiąc, to nigdy za nimi nie przepadałem.
Szybko zaprzyjaźniłem się z Jamesem, potem poznałem też Remusa i Petera. Staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi.
Nazywam się Syriusz Black. I jestem niewinny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz